Kanały:
Wpisy
Komentarze

cd. o nieświadomości

A może pojęcie nieświadomości to fantazja Freuda na temat “zwierzęcych” instynktów człowieka takich jak: popęd seksualny, agresja, chęć zdobycia władzy ?

W XIX w. człowiek był spętany przez nakazy i zakazy moralne. Zygmunt zwrócił uwagę na to, że ludzie w swoim postępowaniem zaprzeczają (wyparcie) instynktom, które także są ludzkie (chodzi o te wymienione na wstępie). Idąc na przykładem Karola Darwina “uzwierzęcił” człowieka ponownie, tym razem pod względem psychologicznym.

Potwierdził swoim postępowaniem główne założenia psychoanalizy – uświadomienie jak droga do katharsis !! Dopuszczenie do codziennego myślenia, że za opresyjną (obsesyjną) kulturą istnieje zapomniany świat prymitywnych instynktów, które nim sterują. Idąc dalej, instynkty nieuświadomione są źródłem licznych zaburzeń psychicznych, składających się w efekcie na osobowość neurotyczną.

Uświadomienie w zakresie społecznym, wraz ze wzrostem popularności psychoanalizy, doprowadziło do zmian obyczajowych w XX w., w którym społeczeństwo odrzuciło ścisłe trzymanie się zasad obyczajowych. Popularność podejścia panseksualnego stało się samospełniającą przepowiednią o ważności popędu seksualnego jako głównego motywu działania człowieka.

I tak psychoanaliza stała się nową filozofią życia – spojrzeniem na siebie, na własne dziwactwa, fantazje, wstydliwe myśli, być może perwersyjne skłonności jako na różne drogi popędu seksualnego, który dąży do spełnienia i decyduje o zachowaniu w codziennym życiu. Tak rozumiana psychoanaliza stała się popkulturowym sztandarem rewolucji seksualnej, a Freud pośmiertnie jej przywódcą.

Mimo dużego sukcesu na płaszczyźnie społecznej, skuteczność terapii jest nadal poddawana pod wątpliwość. Moje zdanie w tej sprawie jest takie – jednym może pomóc, innym może zaszkodzić. Mówiąc bardziej “instynktownie” – nie każdy na “duchy” przeszłości i interpretacje sensu ich istnienia zareaguje “podnieceniem”, a sposób właściwy, zgodny z oczekiwaniem psychoanalityka. Nie zawsze samo uświadomienie sobie problemu prowadzi do katharsis. Psychoanalityk zawsze się obroni, znajdzie wyjaśnienie w ramach teorii, ale czy takie wyjaśnienie wystarczy klientowi ?

Pytań nigdy za mało.

Co to jest to nieświadome ?

To rzecz znajdująca się poza świadomością. Ale najpierw jest przedświadomość -> strefa nie objęta percepcją w danej chwili, ale dostępna dla umysłu, łatwa to skierowania w jej kierunku uwagi i korzystania z jej zasobów. A sama nieświadomość -> trudno dostępna, zapomniana, skupienie uwagi nie pozwala w łatwy sposób korzystać z jej zasobów.

Na codzień korzystamy z obszaru przedświadomego, w którym znajduje się cały nasz aktualny wewnętrzny świat. Oczywiście osoby introwertyczne korzystają w tego obszaru częściej, niż ekstrawertyczne.

Często obszar przedświadomy mylony jest z nieświadomym, do którego nie ma “normalnego dostępu”. Lektura psychoanalizy składania do spoglądania we własne wnętrze, do swoich podstawowych instynktów, ale osiągnięcie obszaru nieświadomego wymaga trochę pracy.

Przyznam, że traktowałem pojęcie nieświadomości, jako rzeczy skłaniającej do refleksji nad porządkiem w głowie. Mniej uwagi poświęcałem pomyłkom językowym, marzeniom sennym, uznając to jako rzecz mało przydatną w codziennej pracy. I nadal tak uważam! Bo takie dłubanie w sobie, możliwe jest realnie tylko podczas terapii – konsultacje psychologiczne to zupełnie inna działka.

Jednak psychoanaliza daje model myślenia pomagający także podczas “powierzchownych” działań, także w innych dziedzinach – wielu twierdzi, że sposób patrzenia na człowieka wpłynął na kulturę i obyczajowość XX w..

Tańczy sala

Gwizdy, krzyki, nawoływanie
Tłumu nachalne skandowanie
Imienia artysty

Trwa nerwowe oczekiwanie
Na technicznych wyżywanie

Wychodzi

Przedstawienie już trwa
Muzyka głośno gra
Tańczy sala

Już kolejny gra kawałek
Tłum stoi oczarowany
W kotle pogo

Nagle zespół znika
Niedowierzanie. Lęk.
Tłum napiera.

“Gdzie jesteś ?”
“Gdzie jesteś ?”

Głos się odzywa:
“Przedstawienie trwa nie tylko tam, gdzie jest scena.”

Chciałbym być anorektykiem..

Kiedy czytam zwierzenia osób chorych na anorekcję, jestem pod wrażeniem. Ta pasja, nastawienie na cel, dążność do perfekcji. Te cechy budzą we mnie poczucie, że można poświęcić wszystko, aby o siebie zadbać. Podobne wrażenie robią pracoholicy – poświęcają się pracy, nie narzekają, nie uczestniczą w biurowych plotach, tylko pracują, pracują. Są szczęśliwi, że mogą robić to co kochają.

Jednak ludzki organizm ma swoje ograniczenia, podobnie psychika. Dobre intencje związane z dbaniem o siebie czy spełnianiem się w pracy zawodowej, aby muszą być realizowane “z głową”. Do walki, zawodów, należy się odpowiednio przygotować, znać swoje możliwości i odpowiednio dawkować ciężar. Ponadto nigdy nie jest tak, że zna się swoje paramentry do końca. Podczas wytężonej pracy różne czynniki fizyczne, fizjologiczne, jak i psychiczne są narażone na wypalenie, kontuzję, przeciążenie. Dobra obserwacja i diagnoza swojego stanu jest konieczna, aby odpowiednio ustalać dawki.
Ale czy osoby wciągnięte wir pracy, kariery, dbania o wygląd, znajdą czas na zadbanie o swoje zdrowie ?

Takie postacie, osoby, postawy mnie intrygują. Wiem, że fragmentaryczne spojrzenie na dane zagadnienie (wybiórcze) jest naiwne, głupie, żeby nie powiedzieć niebezpieczne. Ale ja lubię rozkładać rzeczy związane z ludzkim zachowaniem na czynniki pierwsze. Czasem rozłożone fragmenty mogą w umyśle zacząć żyć swoim własnym życiem. Pozostaje mi je ponownie wstawić w odpowiedni kontekst.

Ja się zmieniam, próbuję

Zagłębiam się w siebie i uświadamiam sobie na czym opiera się moje postępowanie. O czym myślę, w jaki sposób działam, jak jestem zaprogramowany. Chciałbym sobie wszystko to co mi się nasuwa, rozpisać na kartce, ale zwykle nie mam nic pod ręką albo jestem w miejscu publicznym. W każdym razie staram się określić co chciałbym zmienić w sobie i dlaczego – jakiś schemat zachowania jest odpowiedni w danych sytuacjach, a w innych już nie. Ja uwiklany w dany program, nie umiem wyjść poza niego, nie umiem wypracować szybko nowego sposobu postępowania.

Dobry gracz ma wypracowanych wiele strategii gry i używa ich według uznania. Na ile różnych rozdań muszę być przygotowany ? Na wiele. O wiele więcej niż myślę.

Więc nie chodzi o to, aby się zmieniać, bo nie jest to dobre słowo, zbyt ogólne. Właściwym będzie określenie – rozwijać, poszerzać zakres swoich umiejętności, pojęć, możliwości wyboru. A zmiana będzie dalszym następstwem rozwoju.

Jeśli się dokona.

Rok 2000

Powracam myślami 10 lat wstecz. Na świecie panował kryzys związany z nadejściem nowego tysiąclecia, głoszonym przez liczne sekty końcem świata, niepokojem o milenijną pluskwę, czekaniem na nadejście magicznego, według wielu filmów science fiction, roku dwutysięcznego.

Był 1999 rok. Ja wziąłem małą kartkę w kratkę. I napisałem list do siebie samego. Miałem go odczytać po roku 2000. List zawierał wrażenia z lat, które niedługo mają minąć czyli lat 90-tych. Motyw był prosty: kiedy minął lata 90-te, będę na nie patrzył inaczej, z innej perspektywy i przez to zapomnę, zniekształcę prawdziwy obraz tych lat z okresu, kiedy one trwały.

Kartka zaginęła! To znaczy prawdopodobnie znajduję się nadal w pokoju w domu moich rodziców.Wiem, że był to mały kawałek papieru z notesiku. Napisałem tam w sumie niewiele, ale z tego co pamiętam byłem zadowolony z zapisanej treści.

Wiem, że pomimo wielkiego entuzjazmu nie było to nic odkrywczego, bo idea pisania pamiętników towarzyszy człowiekowi od tysiącleci. Co najwyżej był to taki mały “twit”, który można potem poddać badaniom archeologicznym. Najważniejsze dla mnie było to co tam napisałem – stan ducha, punkt widzenia, subiektywne odczucia – rzeczy, które mogą ulec zatraceniu w wyniku nabierania dystansu, ale także będące kluczem, do zrozumienia przeszłości. Rzeczy bardzo ulotne, lecz istotne.

Pamiętam także ten klip zespołu Silverchair, puszczany wówczas na okrągło.

Zawód psycholog

To ciężki zawód szczególnie, że wykonują go ludzie, którzy sami maja problemy, hahaha !

Podczas studiów na czatach psychologicznych dowiedziałem się, że coś jest ze mną nie tak. Otóż to, że studiuję psychologię i zamierzam być psychologiem, tak więc nie jestem normalny – po prostu mam problem! Nie ma to jak być zapiętnowany za wczasu. Wielokrotnie wypowiadając się jako psycholog w necie spotykałem się z agresywnymi atakami, jako na osobę, która zjadła wszystkie rozumy świata, za kogo się uważa, wszystko wie, a sama ma problemy itd..

Prawda jest taka, że psycholog nie może mieć problemów. To znaczy dyplom psychologa nie odbiera mu konstytucyjnych praw człowieka, tak więc oczywiście mieć jako człowiek wszystkie wady i przewary. Ale jako psycholog – no cóż, po prostu nie! Podam taki przykład: Jeżeli mówi do mnie osoba, która ma problem, a ja słuchając jej myślę o swoim problemie, to mój umysł wszelkie informacje odbiera w kontekście tego co mnie dręczy. Cóż tu dużo mówić, jest to zwykła sytuacja, kiedy spotyka się dwóch ludzi i wymienia swoimi troskami. Z tą różnicą, że psycholog nie dzieli się swoimi troskami, a rozmówca oczekuje obiektywnej oceny i rozwiązania problemu. No właśnie obiektywnej. Kiedy psycholog ma problem, to jego ocena nie będzie obiektywna, tylko będzie odzwierciedlała aktualny stan psychiczny psychologa. I tak w zależności od nastroju padną różne odpowiedzi, wskazane zostaną różne sposoby rozwiązania problemu, na inne zostanie zwrócona uwaga.

No dobra. Tylko w jaki sposób psycholog może nie mieć problemów, skoro także jest człowiekiem jak każdy ? To już zależy od umiejętności specjalisty w oddzielaniu życia prywatnego od zawodowego. Jeżeli psycholog podchodzi profesjonalnie do zawodu, to nie będzie stanowiło dla niego kłopotu oderwać się od rodzinnych spraw i skupić uwagę tylko na sprawach klientów i sposób profesjonalnych ocenić i dać właściwą receptę ( albo prowadzić rozmowę terapeutyczną w odpowiedni sposób ). Wiadomo – lepiej nie wierzyć w swoją doskonałość i zabezpieczyć się przed mieszaniem sfer życiowych. Takim psychologiem dla psychologów jest superwizor. U niego psycholodzy spowiadają się ze swoich odczuć dotyczących pracy zawodowej, pojawiających się emocji, nieracjonalnie podjętych decyzji itd.. Superwizor konfrontuje psychologa i mówi gdzie i kiedy przekroczył granicę i radzi jak powrócić na właściwe tory.

Istnieje kodeks etyczny psychologa stworzony przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne. Zasady kodeksu wykładane sa na studiach. Ale w pracy zawodowej kodeks nie wystarczy. Ma się do czynienia z żywiołem, żywym człowiekiem. Trzeba wiedzieć o wiele więcej niż jest to napisane. Umieć rzeczy, które nigdy nie zostaną zapisane. W głowie ma się kodeks pisany, a praktyka pisze kodeks niepisany wraz z komentarzem i nieskończoną ilością wyjątków potwierdzających zapisane reguły. Doświadczenie przychodzi z czasem. Tego nie nauczą w szkole. Tego nie powiedzą na wykładzie. Ani nie przedstawią na pełnej wiary w zbawienie świata konferencji. Tego należy doświadczyć na własnej skórze. Albo rzucić ten zawód. Po co się męczyć ?

Ja zbieram pierwsze szlify. Myślę czego bardziej się obawiam: czy prędzej się wypalę czy dostanę w mordę od jakiegoś psychola ? Czy cios przyjmę empatycznie czy zachowam się jak człowiek ? Czy będę bardziej człowiekiem czy psychologiem, kiedy będą wracał do domu ? Wiele rzeczy mnie zastanawia. I przeraża jak mało wciąż wiem o sobie.

Były sobie wybory

Kto jest winny małej frekwencji ? Oczywiście wyborcy. Siedzieli w domu, pili piwo, tonęli w fotelach patrząc na ulubione seriale, nie mieli sił, aby wyjść w weekend z domu. I to nasze społeczeństwo jest winne, że tylko gorzej było w Słowacji, gdzie poszło do wyrobów 19% obywateli. Politycy swoją robotę odrobili: była kampania, droga kampania, spoty, konferencje, sensacje, podteksty, spin doktorzy, który są odpowiedzialni na wszystko. Ale dlaczego “głupi lud” tego nie kupił i nie poszedł liczniej do urn ?

Sądzę, że społeczeństwo stwierdziło, źe nie ma czasu na branie udziału w sondażu. Bo politycy potraktowali te wybory jako sondaż, prawybory przed starciem prezydenckim. Badano jacy liderzy są wyłonią, na kogo w przyszłości będzie można postawić. Podobnie te wybory potraktowały media – najważniejsze było, czy Ziobro zdetronizuje przywództwo JKaczyńskiego w partii oraz usunie kandydaturę LKaczyńskiego na reeleksję. Zbigniew Ziobro, jedna z bardziej nie lubianych postaci medialnych, stał się nagle bohaterem, nadzieją, opoką, psychoanalityczną wizją PISu pozbawionego praojca (praojców).

Tymczasem zmarnowano kolejną szansę i czas jaki nas dzieli od Europy.

Po pierwsze: Wybory do Parlamentu UE to nie są wybory krajowe. Do Parlamentu dostaje się 50 posłów z Polski, którzy zasiądą w różnych europejskich partiach. Podczas kampanii nie powiedziano rzeczy absolutnie podstawowych: Jakie poglądy reprezentują owe partie? Czym te partie w Parlamencie Europejskim różnią się od siebie ? O jaki kształt UE będą i chcą walczyć ? Jakie inicjatywy dla Europy przygotują nasi europosłowie ? A tu: Brak jakichkolwiek informacji. Tak jakby kandydaci pojechali tam tylko po to, aby Buzek został szefem PE!! Nic więcej. Pustka. żeby nie powiedzieć ciemność.

Po drugie: Polska scena polityczna całkowicie zawierzyła się specom od marketingu. Dawano ludziom to co chcieli, to co najłatwiej mogli zrozumieć, opierając się na stereotypach, prawdach ludowych. Dlatego też w kampanii nie podawano takich treści jak wspólnota narodów, świadomość europejska, wspólne cele i idee, wizja przyszłości Europy, Uznano, że takie tematy są dla przeciętnego polskiego obywatela za trudne. Lepiej dać ludziom namiastkę wyborów krajowych. Im mniej wiesz, tym dłużej żyjesz, jak mówi przysłowie. Obywatele dlatego tez podeszli do wyborów tak jak im to przekazano – niezobowiązująco.

Po trzecie: W mediach dominowała postawa: Nie chodzisz na wybory – nie dbasz o swój kraj, jesteś winny !! Spoty partii tylko w niewielkim stopniu dotykały tego, że odnoszą się do PE, bardziej skupiały się na przeciwnikach. Same kolejne spoty stały się dla mediów pożywką. Nikt nie interesował się marną ich treścią, niewiele wnoszącą do dyskusji (spot PISu o Palikocie). Nikt nie dopytywał polityków o sprawy europejskie (no może o Buzka). Nikt nie zrobił nic, aby przybliżyć społeczeństwo czym będzie się przez najbliższe lata zajmował PE. Za to ganił każdego, kto odważy się nie pójść na wybory! No i pojawia się pytanie: kogo reprezentują media ? Polityków, samych siebie ? Bo społeczeństwo nie pewno nie.

Ja nie poszedłem na wybory 7 czerwca. Dlatego, że żadna partia nie przekonała mnie, aby na nią zagłosować, nawet nie próbowała przekonać. Czy jestem osobą, która ma wszystko gdzieś i nie interesuje się sprawami społecznymi ? No dobrze. Wśród wyborców, którzy nie głosują istnieje spora ilość towarzystwa, która rzeczywiście ma wszystko w przysłowiowej dupie! Ja teraz stoję pod pręgierzem medialnym razem z nimi. Ale mam pewne alibi.

Ja w tym roku już głosowałem!!
I to nie raz. Nie głosowałem może na człowieka, ale na konkretną sprawę. I mało mnie obchodziło czy mój głos jest głosem straconym, czy lepiej głosować na tych przeciwko tamtym. To bez znaczenia, kiedy głosuje się w konkretnej sprawie, a nie na pośrednika pozostawionemu sobie.

Oto spis moich tegorocznych głosowań:

Petycja w sprawie interwencji zbrojnej państwa Izrael w Gazie
Petycja w sprawie uwolnienia cyberdysydenta skazanego przez reżim w Chinach na 10 lat
Sprzeciw wobec polityce patentowej w Europie
Petycje w sprawie zbrodni państwa Izrael (kolejna)
Petycja do premiera Tuska w sprawie obrony klimatu
Petycja w sprawie Telecom Package wprowadzającej cenzurę na internet
Petycja do nowowybranej pani premier Islandii aby spełniła swoje obietnice wyborcze i chroniła wieloryby

Moje głosy dotyczyły spraw polskich, europejskich i światowych. Akcje petycyjne w kilku sprawach przyniosły skutek (polityka patentowa,Telecom Package). Co ciekawe są to sprawy, którymi zajmować się mogą nasi europosłowie. Niestety byli zajęci sobą i nie wypowiadali się na żadne z tematów europejskich (może im zabroniono, sic!). Tak więc nie wiedziałem na kogo oddać głos, kto jak w jakich sprawach będzie tak a tak głosował.

No nic. Będę głosował starym sposobem bez niczyjej pomocy …

- Wzywał mnie pan ? Więc jestem.
- Witam Sanako! Usiądź wygodnie. Mamy parę spraw do umówienia – pan Misogari przyjął chłodno kobietę

Mężczyzna masywnej budowy, średniego wzrostu, o spakowatych wlosach i pulchnej twarzy, paląc cygaro robił porządek na swoim biurku. Pedantyczna natura nie pozwalała mu oderwać się od miejsca pracy: każdy dokument, przybory biurowe, miska z orzeszkami, popielniczka musiały się znaleźć na swoim miejscu nim zaczął rozmowę. W końcu biurko zostało uprzątnięte i pan Misogari mógł skupić się na rozmowie.

- Dla kogo teraz pani pracuje ? – zapytał
- Jak to dla kogo ? – odpadła zdziwiona Sanako – Dla pana.

Pan Misogari zrobił grymas twarzy, który w założeniu miał być uśmiechem. Pociągnął nosem, zaciągnął się cygarem i powiedział.

- Mi się coś wydaje, że pani ma niejednego pracodawcę.
- Skąd ma pan takie informacje ? To nie prawda ! Zawsze byłam wiera klanowi, odkąd tylko mogłam mu służyć.
- Otrzymuję relacje z wielu stron. Pani sobie nie zdaje sprawy, że moi ludzie są wszędzie. Mogę obserwować kogo chcę i jak długo chcę w tym kraju. Dowiaduje się o pani niemal wszystkiego odkąd pani zaczęła pracować: nie tylko wiem, że pani wykonała dobrze zlecone zadanie, ale także, w jaki sposób się pani zachowywała, czy była lolajna, czy trzymała się zasad itd….

- Dlaczego pan mi to mówi ? Nie rozumiem.
- Ostatnio dochodziły do mnie wiadomości – kontynuował pan Misogari – które mnie zaczęły na tyle niepokoić, że postanowiłem wezwać panią do siebie. Otóż dowiedziałem się, że stworzyła pani własną siatkę agentów. Czy uważa pani, że nie pracuje dla kogoś innego ?
- To sprawa osobista.
- Moja droga. W tym biznesie nie ma spraw osobistych. Czy interesowała się pani kogo pani zatrudniła ?
- To osoby, którym mogę zaufać, nie związana z żadną organizacją.
- Dość! – bos zrobił marsową minę – Albo jest pani naiwna albo uważa pani, że ja jestem naiwny. Proszę natychmiast powiedzieć dla kogo pani pracuje !!
- To sprawa osobista. Naprawdę.
- Czy wie pani, że wśród pani siatki znajduje się osoba powiązana z naszymi wrogami ?
- Nie, to niemożliwe. To są przypadkowi ludzie, które pragną wrażeń. Tacy jak ja…

Bos patrzył beznamiętnie na speszoną kobietę. Jednak najgorsze przyszło z kolejnym pytaniem pana Misogari:

- Czy udzieliła pani tej osobie jakiś informacji o naszej organizacji ?

Sanako zamarła.

Suse w Żabce !!

Trudno przegapić taką wiadomość:
Suse Linux Enterprise Server zainstalowany w sieci Żabka
Żabka juź na Linuksie

Jeżeli system się sprawdzi, być może na wzorem “Żabki” pójdą inne sieci ? Oczywiście liczyć się będzie rachunek ekonomiczny – nie ma się tu co oszukiwać. Cena wynosi od 349 $ (info ze strony firmy NOVELL).

Cieszy, że sieć Żabka rozglądnęła się wokół siebie i zauważył świat, w którym wybór nie oznacza Microsoft i długo długo nic..

O czym pisać dalej ? Że firma Novell nie jest święta. Że ma konszachty z MS i jest bojkotowana przez część użytkowników wolnego oprogramowania (http://boycottnovell.com/). Że kolejne firmy sprzedające wolne oprogramowanie wolą zrobić cichy układ z MS, aby mieć spokój w kwestii patentów (n.p.: Red Hat, która jednak długo się opierała).

Jestem realistą. Dla mnie ważny jest wybór każdego człowieka pomiędzy różnymi alternatywami. To moje credo życiowe i spojrzenie na świat. Jeżeli sieć Żabka zauważała, że można zainstalować legalnie oprogramowanie inne niż MS, to ja jestem zadowolony. Gdyż został uruchomiony proces myślowy, który sprawił, że człowiek uświadomił, że: są różne możliwości, ma wybór, jest wolny. Czy można chcieć czegoś więcej na początek ??

Starsze wpisy »